Przeczytane
niedziela, 20 maja 2012
Niełatwo być kobietą w czasach, w których rządzą mężczyźni. Trzeba być chłodnym i twardym jak stal, zwinnym jak zwierzę i mądrym jak uczony. Uczucia trzeba schować gdzieś głęboko, nie okazywać ich zbyt gwałtownie. A kiedy już posiądzie się te umiejętności, można przemykać jak cień, zdobywać serca i szacunek. Pełna czaru i zmysłowości, niezwykle silna psychicznie. Rozdarta pomiędzy światem magii a śmiertelnością. Yennefer. Czarodziejka z krainy Sapkowskiego…
Yennefer to czarodziejka, wojowniczka, kochanka. Dokładnie w tej kolejności. W świecie, w jakim przyszło się jej poruszać liczy się siła charakteru i umiejętność przetrwania. Piękna Yennefer doskonale radzi sobie z tym zadaniem. Wydaje się być niezłomna, bardzo chłodna, jednak w sercu skrywa wiele uczuć i rozterek. Jedną z nich jest zapewne Geralt. Człowiek-mutant, który nigdy nie zazna w życiu spokoju. Outsider spod ciemnej gwiazdy – a jednak, wielka słabość czarodziejki. Czy miłość jest jej potrzebna w życiu? Czy to komplikacja? I kim właściwie jest kobieta, którą obserwuje Jaskier?:
Czy Yennefer jest dziwna? Nie w świecie Wiedźminów i strzyg. Wyróżnia się na ich tle, bo tak dobrze sobie radzi w trudnej, nieraz bezdusznej rzeczywistości. Właśnie dlatego jest uważana za manipulatorkę, kobietę dbającą jedynie o swój własny interes, bezwzględną wiedźmę:
Sterylna znaczy: bezpłodna. Pragnienie dziecka, stabilizacji, zwykłego życia czyni z niej postać równie tragiczną, jak sam Geralt. Być może dlatego ścieżki tych dwoje schodzą się, a miłość – choć tak trudna i bolesna, trwa. Andrzej Sapkowski kreuje ciekawą, złożoną i skomplikowaną postać kobiety. Żadnej innej jego wyobcowany Wiedźmin nie mógłby tak mocno pokochać…
czwartek, 17 maja 2012
Warszawa : Nasza Księgarnia, 2008.
Takimi słowami zwraca się Śmierć do czytelnika. Śmierć, która jest zmęczona. Śmierć, której dusze zmarłych nie mieszczą się już w ramionach. Ciężko unosi stopy, biega po Europie, która ogarnięta jest piekłem. W tym piekle jest ogień, jest ból, jest nienawiść. Jest też Adolf Hitler, są Żydzi, są naziści. Za to nie ma nadziei. Każdy dzień jest spalony żywcem, wije się w cierpieniu. Czy można w nim znaleźć choć chwilę ukojenia…? Markus Zusak nie boi się pisać. Nie boi się sięgać po tematy, które wciąż poruszają nasze serca i mrożą krew żyłach. Nazistowskie Niemcy. Lata czterdzieste. W tej ciężkiej jak ołów rzeczywistości odnajdujemy dziewczynkę, strasznie chudą i biedną, która przeżywa swoje trudne dzieciństwo. Jest złodziejką książek. Bo najlepiej czyta się słowa gdzieś skradzione, książki, które wzbudzają pożądanie tak wielkie, że aż ręce swędzą. Kradzież książki to jak kradzież czasu – bezpiecznej niszy, w której świat wydaje się być inny, piękniejszy. Liesel idzie przez życie goniona przez koszmary. Przytłoczona wojną. Ale wciąż jest głodna słów. Pragnie ich bardziej niż chleba, bo sycą one jej wyobraźnię. Książki dla Liesel są jak balsam, który koi skołatane serce. A ono jest obolałe i spierzchnięte, bo tak wiele złego musiało przeżyć. Jak czytamy:
Dzieciństwo niemieckich dzieci nie jest usłane różami. Bieda i śmierć dopada wielu, dziesiątkuje ludzi, zabiera rodzinom bliskich. A kiedy rodzina ukrywa Żyda… Wtedy świat stoi na głowie, a sen odchodzi w zapomnienie. Liesel doświadcza podczas wojny miłości, przyjaźni, cierpienia, łez. Jest dzieckiem w wielkim świecie wypełnionym po brzegi nienawiścią. Tak mało w nim światła. Żyd staje się promykiem, który dobiega z piwnicy. Biedna Liesel ukrywa przed ludźmi tajemnicę, ofiarując swoją dobroć i przyjaźń komuś, na kogo już dawno podpisano wyrok śmierci. Zusak opiera Złodziejkę książek na koncepcie. Rzecz wydaje się niemal banalna. Przemawia do nas Śmierć. To jej oczyma widzimy drugą wojnę światową. Jednak jej narracja, pełna boleści i współczucia dla poległych, chwyta za gardło. Ja mówi niezwykły narrator:
I tak oto brniemy ze Śmiercią przez nazistowskie Niemcy, pod niebem zasnutym chmurami i pyłem. Kradniemy i czytamy książki, marząc po cichu, aby wojna już się skończyła. Ale się nie kończy, tylko zbiera coraz krwawsze żniwo. Zusak bawi się słowem, formami literackimi. Nie pisze lekko, ale inaczej. Inaczej o najczarniejszym rozdziale w historii Europy, w którym ludzie zapomnieli o podstawowych wartościach. W świecie, który kreuje Zusak nie ma wiele radości, jednak nie ma też użalania się nad sobą. Jest jak jest, można tylko próbować być sobą i przeżywać każdy dzień bez myślenia o jutrze. A spadające wokół bomby, łzy i chaos są elementem rzeczywistości, który już nie dziwi.
Pozostają słowa. Mocne, niezwykłe, ważne. Nowy sposób mówienia o tym, co było. Jest też bajka Żyda, który pisze ją dla Liesel. Zaczyna się tak:
No właśnie. Słowa. Trzeba na nie uważać. Co się z nich wykluje, tego nie możemy przewidzieć… Rysunki pochodzą z książki. Są autorstwa Żyda, który ukrywał się w piwnicy Liesel.
czwartek, 10 maja 2012
Poznań: Media Rodzina, 2010. A jednak. Rebelia rozlewa się jak świeża gorąca krew. Pada na wszystko co żyje i istnieje. Przybiera nową twarz, staje się bezlitosną, nieczułą i wiecznie głodną wojną. Wojna. To słowo wzbudza strach, jest nienasycone, żąda ofiar. Jest bezkresne i rozprzestrzenia się z prędkością światła. Porywa ze sobą wszystkich do tańca. Tańczą dorośli i dzieci, kobiety i mężczyźni, cywile i żołnierze. Dwie wrogie strony, władza i obywatele, stapiają się w bolesnym starciu. Na czele rebeliantów ona – Kosogłos. Młodziutka Katniss, zwyciężczyni Igrzysk Śmierci. Na czele Kapitolu on – prezydent Snow, człowiek o wielu twarzach, roztaczający wokół siebie woń krwi. Ale nie będzie zwycięzcy. Bo w wojnie wszyscy przegrywają.
Do walki stają wszyscy, także młodzi bohaterowie, którzy jeszcze nie osiągnęli pełnoletniości. Collins stawia przed nami Katniss, Peetę, Gale’a i wielu innych, którzy mając po szesnaście lat, są złamani psychicznie, pogrążeni w rozpaczy i niezdolni do normalnego funkcjonowania w społeczeństwie. Oni widzieli już wszystko, musieli zabijać, patrzeć na śmierć innych:
Wojna i Igrzyska odebrały im młodość, poczucie sensu życia, a dały w zamian zgorzknienie i koszmary. Trudno oprzeć się tutaj porównaniu do pokolenia Kolumbów, bo choć środki wyrazu są zupełnie inne, to jednak wniosek jest ten sam – wojna to siła destrukcyjna, która odbiera zwycięzcom i przegranym dosłownie wszystko. Katniss, podobnie jak Peeta, to wrak człowieka. Nie ma w niej już dawnej witalności, jest tylko lęk, gniew i cierpienie. Strach wypełnia jej czas, a przecież musi zaciskać zęby i stawać się Kosogłosem – symbolem rebelii, który daje innym siłę do walki, motywację do przetrwania. Na barkach młodej dziewczyny spoczywa nienawiść władzy i wielkie oczekiwanie obywateli. To ciężki krzyż, który musi nieść aż do samego końca. Przetrwanie niewiele zmienia, bo nic już nie będzie takie samo, przeszłości nie da się wymazać z pamięci, a szczególnie twarzy poległych przyjaciół. Katniss będzie musiała poświęcić więcej niż mogła sobie kiedykolwiek wyobrazić.
Kosogłos to wspaniałe, monumentalne zwieńczenie trylogii Igrzysk Śmierci. Otrzymujemy odpowiedzi na wiele pytań, a los bohaterów przejmuje nas, nie pozwala myśleć o niczym innym. Padają też znamienne słowa, które już skądś znamy… Słowa o bakcylu dżumy, który nie umiera nigdy:
Echo tych słów rozchodzi się po zmęczonych umysłach bohaterów i przeszywa ich wynędzniałe ciała dreszczem. |
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Akcje na blogu
Cykle
Konkursy
Tydzień dla bloga
Ulubione blogi
Warte polecenia - poza książkami
Ważne
Współpracuję
Wyróżnienia
|