Wszakże lubisz książki świeckie?... Ach, te to, książki zbójeckie! A. Mickiewicz, Dziady cz. IV

Przeczytane

niedziela, 20 maja 2012

yennefer

Niełatwo być kobietą w czasach, w których rządzą mężczyźni. Trzeba być chłodnym i twardym jak stal, zwinnym jak zwierzę i mądrym jak uczony. Uczucia trzeba schować gdzieś głęboko, nie okazywać ich zbyt gwałtownie. A kiedy już posiądzie się te umiejętności, można przemykać jak cień, zdobywać serca i szacunek. Pełna czaru i zmysłowości, niezwykle silna psychicznie. Rozdarta pomiędzy światem magii a śmiertelnością. Yennefer. Czarodziejka z krainy Sapkowskiego…

wiedźminCóż takiego ma w sobie ta pani, że Wiedźmin tak bardzo się zakochał? Ten, który teoretycznie nie powinien nic czuć… A sama Yennefer? Na pewno nie ujmuje czułością i słodyczą. To osobowość, która wkracza jak burza i potrafi bronić swoich interesów:

Ale nim zdążył się rozwiać, do chlewa wpadła druga postać, niewyraźna, ciemna i zwinna jak łasica. Jaskier zobaczył, jak ciskając płaszczem w tego od latarni przeskoczyła nad śmierdzącym, widział, jak coś błysnęło w jej dłoni, usłyszał, jak śmierdzący zakrztusił się i dziko zarzęził. Drugi drab wymotał się z płaszcza, skoczył, zamachnął się nożem. Z dłoni ciemnej postaci wystrzeliła z sykiem ognista błyskawica, z upiornym trzaskiem rozlała się, jak płonąca oliwa, po twarzy i piersi draba. Drab wrzasnął przeraźliwie, chlew wypełnił obrzydliwy odór palonego mięsa.

"Krew elfów"

Yennefer to czarodziejka, wojowniczka, kochanka. Dokładnie w tej kolejności. W świecie, w jakim przyszło się jej poruszać liczy się siła charakteru i umiejętność przetrwania. Piękna Yennefer doskonale radzi sobie z tym zadaniem. Wydaje się być niezłomna, bardzo chłodna, jednak w sercu skrywa wiele uczuć i rozterek. Jedną z nich jest zapewne Geralt. Człowiek-mutant, który nigdy nie zazna w życiu spokoju. Outsider spod ciemnej gwiazdy – a jednak, wielka słabość czarodziejki. Czy miłość jest jej potrzebna w życiu? Czy to komplikacja? I kim właściwie jest kobieta, którą obserwuje Jaskier?:

Posługiwała się nożem i widelcem.
Jaskier znał do tej pory tylko jedną osobę potrafiącą równie zręcznie jeść kurczaka nożem i widelcem. Teraz wiedział już, gdzie i od kogo Geralt się tego nauczył. Ha, pomyślał, nie dziwota, mieszkał z nią przez rok w jej domu w Vengerbergu, zanim od niej zwiał, wpoiła mu niejedno dziwactwo.

"Krew elfów"

andrzej sapkowski

Czy Yennefer jest dziwna? Nie w świecie Wiedźminów i strzyg. Wyróżnia się na ich tle, bo tak dobrze sobie radzi w trudnej, nieraz bezdusznej rzeczywistości. Właśnie dlatego jest uważana za manipulatorkę, kobietę dbającą jedynie o swój własny interes, bezwzględną wiedźmę:

- Yennefer - ciągnął Boholt - jest paskudna, złośliwa i pyskata baba. Nie to, co twoje dziewuszki, panie Borch. Te ciche są i miłe, o, popatrzcie, siadły koło koni, szable ostrzą, a przechodziłem obok, zagadnąłem dowcipnie, uśmiechnęły się, wyszczerzyły ząbki. Tak, im rad jestem, nie to, co Yennefer,- ta knuje a knuje. Mówię wam, trzeba uważać, bo łajno będzie z naszej umowy.

"Miecz przeznaczenia"

recenzjaW Yennefer wiele jest gniewu, poczucia rozczarowania życiem i smutku. Związek z Geraltem to pasmo niepowodzeń, a samotność to chleb powszedni. Ta zimna i często agresywna kobieta tak naprawdę ma jednak inne oblicze i inne priorytety:

Yennefer, jak większość czarodziejek, była sterylna. Ale jak niewiele czarodziejek bolała nad tym faktem i na wspominanie o nim reagowała prawdziwym szałem. Dorregaray zapewne wiedział o tym. Nie wiedział prawdopodobnie o tym, jaka jest mściwa.

"Miecz przeznaczenia"

Sterylna znaczy: bezpłodna. Pragnienie dziecka, stabilizacji, zwykłego życia czyni z niej postać równie tragiczną, jak sam Geralt. Być może dlatego ścieżki tych dwoje schodzą się, a miłość – choć tak trudna i bolesna, trwa.

Andrzej Sapkowski kreuje ciekawą, złożoną i skomplikowaną postać kobiety. Żadnej innej jego wyobcowany Wiedźmin nie mógłby tak mocno pokochać…

czwartek, 17 maja 2012

złodziejka książek

Warszawa : Nasza Księgarnia, 2008.

Wyobraźcie sobie uśmiech po tym, jak dostaliście w twarz. I tak przez dwadzieścia cztery godziny na dobę. Na tym polegało ukrywanie Żyda.

Takimi słowami zwraca się Śmierć do czytelnika. Śmierć, która jest zmęczona. Śmierć, której dusze zmarłych nie mieszczą się już w ramionach. Ciężko unosi stopy, biega po Europie, która ogarnięta jest piekłem. W tym piekle jest ogień, jest ból, jest nienawiść. Jest też Adolf Hitler, są Żydzi, są naziści. Za to nie ma nadziei. Każdy dzień jest spalony żywcem, wije się w cierpieniu. Czy można w nim znaleźć choć chwilę ukojenia…?

Markus Zusak nie boi się pisać. Nie boi się sięgać po tematy, które wciąż poruszają nasze serca i mrożą krew żyłach. Nazistowskie Niemcy. Lata czterdzieste. W tej ciężkiej jak ołów rzeczywistości odnajdujemy dziewczynkę, strasznie chudą i biedną, która przeżywa swoje trudne dzieciństwo. Jest złodziejką książek. Bo najlepiej czyta się słowa gdzieś skradzione, książki, które wzbudzają pożądanie tak wielkie, że aż ręce swędzą. Kradzież książki to jak kradzież czasu – bezpiecznej niszy, w której świat wydaje się być inny, piękniejszy. Liesel idzie przez życie goniona przez koszmary. Przytłoczona wojną. Ale wciąż jest głodna słów. Pragnie ich bardziej niż chleba, bo sycą one jej wyobraźnię.

Książki dla Liesel są jak balsam, który koi skołatane serce. A ono jest obolałe i spierzchnięte, bo tak wiele złego musiało przeżyć. Jak czytamy:

„Mam takie zmęczone serce” - powiedziała dziewczyna. Siedziała w kaplicy i pisała pamiętnik.

Nie, pomyślała Liesel. To ja mam zmęczone serce. Trzynastoletnie serce nie powinno kryć takich uczuć.

markus zusak

Dzieciństwo niemieckich dzieci nie jest usłane różami. Bieda i śmierć dopada wielu, dziesiątkuje ludzi, zabiera rodzinom bliskich. A kiedy rodzina ukrywa Żyda… Wtedy świat stoi na głowie, a sen odchodzi w zapomnienie. Liesel doświadcza podczas wojny miłości, przyjaźni, cierpienia, łez. Jest dzieckiem w wielkim świecie wypełnionym po brzegi nienawiścią. Tak mało w nim światła. Żyd staje się promykiem, który dobiega z piwnicy. Biedna Liesel ukrywa przed ludźmi tajemnicę, ofiarując swoją dobroć i przyjaźń komuś, na kogo już dawno podpisano wyrok śmierci.

Zusak opiera Złodziejkę książek na koncepcie. Rzecz wydaje się niemal banalna. Przemawia do nas Śmierć. To jej oczyma widzimy drugą wojnę światową. Jednak jej narracja, pełna boleści i współczucia dla poległych, chwyta za gardło. Ja mówi niezwykły narrator:

Tak, wiem to.

W głębi mego czarno bijącego serca wiem. (…)

Widzicie?

Nawet śmierć ma serce.

I tak oto brniemy ze Śmiercią przez nazistowskie Niemcy, pod niebem zasnutym chmurami i pyłem. Kradniemy i czytamy książki, marząc po cichu, aby wojna już się skończyła. Ale się nie kończy, tylko zbiera coraz krwawsze żniwo.

Zusak bawi się słowem, formami literackimi. Nie pisze lekko, ale inaczej. Inaczej o najczarniejszym rozdziale w historii Europy, w którym ludzie zapomnieli o podstawowych wartościach. W świecie, który kreuje Zusak nie ma wiele radości, jednak nie ma też użalania się nad sobą. Jest jak jest, można tylko próbować być sobą i przeżywać każdy dzień bez myślenia o jutrze. A spadające wokół bomby, łzy i chaos są elementem rzeczywistości, który już nie dziwi.

recenzja

Pozostają słowa. Mocne, niezwykłe, ważne. Nowy sposób mówienia o tym, co było. Jest też bajka Żyda, który pisze ją dla Liesel. Zaczyna się tak:

BYŁ SOBIE raz dziwny mały człowieczek, który podjął trzy ważne życiowe decyzje:

1.Zrobił sobie przedziałek po innej stronie niż wszyscy.

2.Zapuścił mały kanciasty wąsik.

3.Postanowił, że zdobędzie władzę nad światem.

Ów młody człowiek wędrował przed siebie, a po drodze planował i rozmyślał nad tym, jak podporządkować sobie cały świat. Pewnego dnia ni stąd ni zowąd wpadł na genialny pomysł. Zobaczył na ulicy matkę z dzieckiem. Matka zaczęła karcić chłopczyka, aż ten się rozpłakał. Wtedy zaczęła przemawiać do niego łagodnie, a on się uspokoił i rozchmurzył.

Młody człowiek skoczył i porwał kobietę w objęcia. „Słowa!” - Uśmiechnął się szeroko. „Co?” Odpowiedzi nie było, bo już sobie poszedł.

No właśnie. Słowa. Trzeba na nie uważać. Co się z nich wykluje, tego nie możemy przewidzieć…


Rysunki pochodzą z książki. Są autorstwa Żyda, który ukrywał się w piwnicy Liesel. 

 

czwartek, 10 maja 2012

Poznań: Media Rodzina, 2010.

A jednak. Rebelia rozlewa się jak świeża gorąca krew. Pada na wszystko co żyje i istnieje. Przybiera nową twarz, staje się bezlitosną, nieczułą i wiecznie głodną wojną. Wojna. To słowo wzbudza strach, jest nienasycone, żąda ofiar. Jest bezkresne i rozprzestrzenia się z prędkością światła. Porywa ze sobą wszystkich do tańca. Tańczą dorośli i dzieci, kobiety i mężczyźni, cywile i żołnierze. Dwie wrogie strony, władza i obywatele, stapiają się w bolesnym starciu. Na czele rebeliantów ona – Kosogłos. Młodziutka Katniss, zwyciężczyni Igrzysk Śmierci. Na czele Kapitolu on – prezydent Snow, człowiek o wielu twarzach, roztaczający wokół siebie woń krwi. Ale nie będzie zwycięzcy. Bo w wojnie wszyscy przegrywają.

Ostatnia część trylogii Suzanne Collins wykracza poza krąg literatury młodzieżowej. Autorka doprowadziła nas do tragicznego finału, w którym na naszych oczach wybucha krwawa wojna. Collins po raz kolejny pokazuje, że jej proza jest uniwersalna i dotyka problemów społecznych, jakie doskonale znamy z historii. Państwo nie ma zamiaru grać uczciwie względem obywateli. Nie ma takiej metody, po jaką nie zdecydowałoby się sięgnąć. Wojna przynosi więc torturowanych jeńców, ofiary w cywilach, poczucie wielkiej beznadziejności. To właśnie wojna sprawia, że dobra i zła strona muszą korzystać z tych samych środków. Zacierają się granice okrucieństwa, a całe państwo Panem przemienia się w wielką arenę Igrzysk Śmierci.

Do walki stają wszyscy, także młodzi bohaterowie, którzy jeszcze nie osiągnęli pełnoletniości. Collins stawia przed nami Katniss, Peetę, Gale’a i wielu innych, którzy mając po szesnaście lat, są złamani psychicznie, pogrążeni w rozpaczy i niezdolni do normalnego funkcjonowania w społeczeństwie. Oni widzieli już wszystko, musieli zabijać, patrzeć na śmierć innych:

Z przyzwyczajenia trzymam się drogi, ale to kiepski pomysł, bo roi się na niej od zwłok ludzi, którzy usiłowali uciec. Część trupów spłonęła doszczętnie, jednak wiele osób uciekło przed ogniem, ale zapewne udusiło się dymem. Leżą teraz w mniej lub bardziej zaawansowanym stanie rozkładu i nieznośnym smrodem przywabiają padlinożerców i chmary much. To ja was zabiłam, myślę, mijając stertę trupów. I was. Was też.

Wojna i Igrzyska odebrały im młodość, poczucie sensu życia, a dały w zamian zgorzknienie i koszmary. Trudno oprzeć się tutaj porównaniu do pokolenia Kolumbów, bo choć środki wyrazu są zupełnie inne, to jednak wniosek jest ten sam – wojna to siła destrukcyjna, która odbiera zwycięzcom i przegranym dosłownie wszystko.

Katniss, podobnie jak Peeta, to wrak człowieka. Nie ma w niej już dawnej witalności, jest tylko lęk, gniew i cierpienie. Strach wypełnia jej czas, a przecież musi zaciskać zęby i stawać się Kosogłosem – symbolem rebelii, który daje innym siłę do walki, motywację do przetrwania. Na barkach młodej dziewczyny spoczywa nienawiść władzy i wielkie oczekiwanie obywateli. To ciężki krzyż, który musi nieść aż do samego końca. Przetrwanie niewiele zmienia, bo nic już nie będzie takie samo, przeszłości nie da się wymazać z pamięci, a szczególnie twarzy poległych przyjaciół. Katniss będzie musiała poświęcić więcej niż mogła sobie kiedykolwiek wyobrazić.

Collins po raz kolejny zaskakuje. Tworzy doskonałą, precyzyjnie skonstruowaną fabułę, która porywa czytelnika i zatraca go w morzu wydarzeń. Obraz wojny jest koszmarnie znajomy, przeszywa nas dreszcz kiedy widzimy, że człowiek – zarówno na kartach powieści, jak i w rzeczywistości – nie cofnie się przed niczym. Nie istnieją granice, liczy się jedynie przejęcie kontroli.

Kosogłos to wspaniałe, monumentalne zwieńczenie trylogii Igrzysk Śmierci. Otrzymujemy odpowiedzi na wiele pytań, a los bohaterów przejmuje nas, nie pozwala myśleć o niczym innym. Padają też znamienne słowa, które już skądś znamy… Słowa o bakcylu dżumy, który nie umiera nigdy:

 - Szykujesz się do kolejnej wojny, Plutarchu? – pytam.

 - Och, nie teraz. Teraz jesteśmy jeszcze w tym słodkim okresie, w którym każdy zgadza się, że ostatnio przeżyty horror nie powinien się już nigdy powtórzyć – mówi. – Ale świadomość zbiorowa zazwyczaj żyje krótko. Jesteśmy niestałymi, głupimi istotami ze słabą pamięcią i ogromnym darem samozniszczenia.

Echo tych słów rozchodzi się po zmęczonych umysłach bohaterów i przeszywa ich wynędzniałe ciała dreszczem. 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 24