Menu

Książki Zbójeckie

O książkach, literaturze i czytaniu

Haruki Murakami, Zawód powieściopisarz | Recenzja

avo_lusion

haruki

Czytam prostą, a równocześnie inspirującą opowieść pisarza, który z wielką szczerością dzieli się z innymi pisarzami (lub też tymi, którzy chcą pisać lub po prostu – mają ochotę zgłębić zasady tworzenia) swoją metodą pracy. Robi to niemalże `łopatologicznie`, przynosząc swego rodzaju ulgę wszystkim mocującym się z klawiaturą.

Nie da się przecież opędzić od myśli, że pisanie to akt twórczy, a pisarz to artysta, porównywalny z kompozytorem czy malarzem. Czy na pewno? Hm. Murakami uważa, że pisarz to raczej rzemieślnik (King myśli tak samo, prawda?). Tu potrzebne są umiejętności, ale również systematyczność, precyzja, chęć pracy warstwowej, żmudnej, monotonnej. Nie znaczy, że nudnej. Sama jednak wiem, że napisanie kilku zaledwie stron potrafi zmęczyć bardziej niż inna umysłowa praca.

Zaciekawiły mnie zwłaszcza metody tworzenia. Mechanizmy. Murakami pisze 4 000 znaków codziennie. To dużo i mało. Dużo, gdy dzień jest trudny, mało, kiedy wyobraźnia współpracuje z palcami. W podobny sposób pisałam „Nie proszę o miłość”. Pięć miesięcy bardzo zrównoważonej pracy. Konsekwentnej, miarowej, owocnej. „Na wysokim niebie” pisałam z większymi przerwami, podobnie, jak „Odważoną”. Jednak metoda codziennej pracy bardzo mi odpowiada. Jest tylko jedno „ale”.

 

oHARUKIMURAKAMIfacebook

 Murakami wiele razy powtarza, że jest pisarzem zawodowym, a więc takim, który utrzymuje się z pisania. Kiedy pisze powieść, zajmuje się tylko tym, nie przyjmując żadnych innych zleceń. Samo napisanie tekstu zajmuje mu kilka miesięcy, a wewnętrzne redagowanie – być może drugie tyle. Nie spieszy się, bo nie ma do czego. Nie pisze pod dyktando, nie ma umów, nikt nie może go do niczego zmusić. Inaczej widzę nasz polski rynek. Oczywiście, nazwiska wielkie mogą sobie pisać, co im się podoba. Mogą też pisać, jak długo chcą. Jednak te mniejsze już nie. Nie wydaje się Polaka, który napisał coś, co jest powieścią obyczajową, a w której głównej roli nie gra miłość, brutalny morderca lub szalona, prześmiewcza intryga. Wszystko, co inne SIĘ NIE SPRZEDA i nie tylko w Polsce wydawcy zwyczajnie się boją. Co ciekawe, właśnie taka INNA literatura kupowana jest z rynku światowego. Czytamy powieści niezwykłe, nie dające się tak łatwo zaklasyfikować, ale nazwiska autorów są obcojęzyczne. Skąd ten paradoks?

Po prostu, w czytelnikach utarło się przekonanie, że po rodzimych pisarzach nie należy się spodziewać czegoś wystrzelonego w kosmos. No i słusznie, skoro wydawcy nie odważą się tego wydać. Krąg się zamyka. Nie wiedzą wydawnictwa, jak to INNE promować. Jak skusić, skoro nie ma morderstwa, wielkiej miłości, ewentualnie czarów. Obyczajowość kojarzy się z nudą, która nie może przynieść kilku tysięcy sprzedanych egzemplarzy (o setkach tysięcy nie wspominając).

zawodpowiesciopisarzwiext50014616

 Jednak na wszystko może przyjść czas. Murakami z uśmiechem powtarza bezustannie, że krytyka miażdżyła go niemalże po każdej książce. On nie przejmował się tym nawet 5 minut. Nie miał czym, skoro nad każdą powieścią pracował bardzo, ale to bardzo ciężko. Można więc cierpliwie pisać, aż w końcu przyjdzie moment, w którym nie trzeba się będzie bać, czy coś się sprzeda. Powiem więcej: od samego początku trzeba pisać bez tego lęku. To niby oczywiste, ale sama nie raz myślę, że moje pisanie nie przystaje do niczego, a w efekcie moja kariera nie jest błyskotliwa i szybka. Nie musi taka być.

Haruki Murakami – dzięki za porcję refleksji. Dały mi do myślenia i wyprostowały kilka ścieżek!

 

Kathryn Croft, Córeczka | Recenzja >

< Anna Kańtoch, Łaska | Recenzja

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

© Książki Zbójeckie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci