Menu

Książki Zbójeckie

O książkach. O literaturze. O czytaniu

Jane Harper, Susza

avo_lusion

jane harper, susza

Nie strawiła mnie „Susza” tak mocno, jak powinna. Czegoś zabrakło. Choć w miasteczko Kiewarra nękane jest przez upał, morderstwa i ołowianą historię, nie da się tego wyczuć w narracji. To odbiera emocje, a przecież sam pomysł na powieść był znakomity!

Może kuleje przekład? Nie. Raczej redakcyjnie coś nie zagrało. Nie podoba mi się, kiedy ktoś zostawia za dużo powtórzeń i powiedzonka w stylu: „Odrzekła”. To nie wina Jane Harper, po prostu polski przekład nie ma w sobie tej ciężkości (paradoksalnie to o nią tu chodzi), która sprawiłaby, że „Suszę” czyta się jednym tchem.

Sama historia zaczyna się mocno i atrakcyjnie, jak na kryminał przystało. Mężczyzna morduje swoją rodzinę, a potem popełnia samobójstwo. Dla małego, australijskiego miasteczka to wielki szok. Ludzie są wykończeni wieloletnią suszą, a tu nagle tragiczna śmierć czterech osób zakłóca ciężkie życie.

Główny bohater wraca po latach do rodzinnej miejscowości, by upewnić się, że ta historia nie ma drugiego dna. Przy okazji musi zmierzyć się ze swoimi demonami, bo w oczach mieszkańców był i jest nadal podejrzany o śmierć młodej dziewczyny.

Retrospekcje zawarte w kolejnych rozdziałach mają dać jasny obraz sytuacji i powoli odsłaniać mroki przeszłości. W rzeczywistości – nużą i przeciągają fabułę w nieskończoność. Niby wiele się dzieje, a w rzeczywistości i tak skupiamy się na losach Falka, na jego dzieciństwie i dojrzewaniu.

Jane Harper pisząc „Suszę” ewidentnie miała w głowie scenariusz filmowy. To czuć. Podsuwa gotowe sceny, idealne do zekranizowania. Ten pomysł mógł się sprawdzić, ale język, sposób budowania napięcia, a także marny finał, zaprzepaściły szansę.

Całe szczęście, nie domyśliłam się, kto zabił i za co. Intryga została przemyślana tak dobrze, że się nie domyśliłam. Szkoda tylko, że po rozwiązaniu, finałowa scena jest po prostu kiczowata.

„Suszę” przeczytałam od deski do deski, trochę czekając na coś, co nie nadeszło.

 

 
Emily Giffin, Pierwsza przychodzi miłość >

< Rzecz o pisarskiej przyzwoitości

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

© Książki Zbójeckie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci