Książki Zbójeckie

O książkach, literaturze i czytaniu

Wpisy

  • piątek, 15 grudnia 2017
    • "Wołanie kukułki", czyli na co może pozwolić sobie Rowling | Recenzja

      WoaniekukukiJ.K.Rowling

      Nowa twórczość J.K. Rowling to całkowite zaprzeczenie tego, co wyróżniało jej serię o Potterze. Już „Trafny wybór” był jak dla mnie mocnym wystudzeniem emocji, bo dostałam kawał świetnej prozy, ale nie nastawionej zupełnie na angażującą akcję. A przecież po cichu na to właśnie liczyłam.

      Nie, nowych powieści Rowling nie czytam jednym tchem, a wręcz przeciwnie. „Wołanie kukułki” (wydaną pod pseudonimem  Robert Galbraith) trawiłam dosyć długo, zagłębiając się w realizm. Niezwykle szczegółowy realizm, który rzuca światło na prawdziwą pracę związaną z rozwiązywaniem zagadki kryminalnej.

      Cormoran Strike, prywatny detektyw po przejściach (a jakże!), próbuje dociec, czy słynna modelka Lula popełniła samobójstwo, skacząc z balkonu, czy też, jak twierdzi jej brat, ktoś ją zamordował. Od momentu, w którym Strike podejmuje śledztwo, towarzyszmy mu w długim i żmudnym przyglądaniu się okolicznościom śmierci Luli. Nie ma tu miejsca na nagłe zwroty akcji, niebezpieczne sytuacje czy emocjonujące wątki. Zamiast tego jest przesłuchiwanie świadków i układanie całej historii do kupy.

       cormoranstriketom1wolaniekukulkibiext40630437

      Rowling pokazuje, że poszukiwanie mordercy to nie wyścig, życie na krawędzi czy bezustanna adrenalina, ale raczej test wytrzymałości. Trzeba sprawdzić każdą poszlakę, nawet, jeżeli wydaje się nieistotna. Można się tym znudzić albo zrezygnować, jednak Strike nie należy do osób, które się poddają.

      Zamiast wartkiej akcji, autorka serwuje nam jak zawsze świetnie skonstruowane postaci, a przede wszystkim – kapitalne dialogi. Jej sposób odwzorowania rzeczywistości w dialogach działa.

      – Woziłem ją przez rok. Dużo rozmawialiśmy, no wiesz. Mieliśmy ze sobą mnóstwo wspólnego. Wywodziliśmy się z podobnych środowisk, co nie?

      – W jakim sensie?

      – W sensie mieszanego pochodzenia rasowego – uściślił Kolovas-Jones. – Moja rodzina była trochę dysfunkcyjna, co nie? więc wiedziałem, co przeżyła Lula. Nie znała wielu osób takich jak ona, a na pewno nie po tym, jak stała się sławna. No wiesz, ludzi, z którymi można naprawdę porozmawiać.

      – Nie potrafiła sobie poradzić ze swoim mieszanym pochodzeniem rasowym?

      – Czarna dziewczyna dorastała w białej rodzinie. Jak myślisz?

      – Miałeś podobne dzieciństwo?

      O tak, dialogi są jakby spisywane z dyktafonu. Żadnego upiększania rzeczywistości! Dzięki temu postacie ożywają w naszej wyobraźni i trudno je zapomnieć.

       nintchdbpict000329243004

      Serialowi bohaterowie. Ekranizacja BBC.

      Rowling napisała dobry, psychologiczny kryminał. Pod warstwą śledztwa, główni bohaterowie odsłaniają nam swoje życie, problemy, sposób pojmowania świata. Myślę jednak, że celem Rowling nie było tworzenie wybitnej, głębokiej prozy, ale świetna zabawa w trakcie pisania i rzucanie wyzwania gatunkowi. Czy się udało? Tak, bo powieść jest schematyczna, nie wykraczająca poza przewidywalne ramy. Może poza tym, że Strike nie jest alkoholikiem z depresją, co często zdarza się literackim śledczym.

      Szanuję Rowling jako pisarkę. Szanuję też to, że może obecnie pisać co chce i jak chce, broniąc się przy tym jakością każdego zdania. Nie porywa mnie to, jako czytelnika, ale uważam „Wołanie kukułki” za bardzo dobry kryminał, którego nie powstydziłaby się Agata Christie. I chyba o to chodziło, prawda?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      avo_lusion
      Czas publikacji:
      piątek, 15 grudnia 2017 21:25
  • poniedziałek, 27 listopada 2017
    • Agnieszka Steur, Wojna w Jangblizji. We wnętrzu

      Lubicie wracać do starych książkowych przyjaciół? Ja bardzo. Im jestem starsza, tym częściej wspominam i dlatego tak chętnie sięgnęłam po najnowszą książkę Agnieszki Steurt. Ba! Agnieszka poprosiła mnie o patronat Książek Zbójeckich. Wielka duma… Logo KZ pojawi się na zwieńczeniu wyjątkowej trylogii „Wojna w Jangblizji”. Tom III, „We wnętrzu”, daje taką porcję emocji, jakiej oczekiwałam. I co? Domagam się ekranizacji! Tymczasem premiera książki 12 grudnia 2017.

      Kurz po wielkiej wojnie zaczął powoli opadać. W Jangblizji mieszkańcy budzą się w końcu z koszmarnego letargu i zaczynają myśleć o zwyczajnym życiu. Ale, jak pokazują historie wszystkich wojen na świecie, łatwo nie jest. Powojenny klimat przytłacza, a ze zgliszcz trzeba budować wszystko od nowa. Brakuje równowagi i właśnie tak wygląda ostatnia misja Nany i Roana. Młodzi bohaterowie wyruszają szukać kul, które mają przywrócić ład i porządek.

      T278654

      Bohaterowie urośli, zmądrzeli, są naznaczeni wojną, ale całe szczęście – nadal potrafią pozostać przyjaciółmi. Dla mnie właśnie to jest tematem numer jeden w powieściach Agnieszki Steur: przyjaźń i relacje (chciałabym powiedzieć międzyludzkie, ale w Jangblizji mamy wiele stworzeń, więc sami rozumiecie…). To wyznawane wartości spajają bohaterów, którzy pragną dobra i będą o nie walczyć. Nie liczy się przynależność gatunkowa, a nawet wiek.

       mysza

      „We wnętrzu” to historia, która garściami czerpie wszystko, co dobre w powieściach młodzieżowych i fantastyce. Jeżeli napiszę, że wyobraźnia autorki ma równy rozmach, co Tolkiena, to nie będzie to pusty komplement. Jangblizja jest bardzo starannie zaplanowana – na przestrzeni trzech tomów stała się krainą tak realną, jak Śródziemie. To samo dotyczy mieszkańców – charakterystycznych, plastycznych, wiarygodnych.

       mapa

      Młodzież, całe szczęście, pozostaje młodzieżą. Bohaterowie, pomimo doświadczeń wojennych, mają w sobie młodzieńczość, marzycielskość – po prostu czuć, że są bardzo młodzi i za to ich lubimy. Ich przygody – barwne, ale też trudne, to szkoła życia. Dorastają, rozdział za rozdziałem. I wciąż się uczą, choć dowiedzieli się już tak wiele…

       

      – Ciągle myślę o tamtym ataku. Nie potrafię tego zrozumieć. Myślałem, że jak skończy się wojna, wszyscy odetchną z ulgą, bo już nie będą musieli walczyć. Nie sądziłem… może jestem głupi… nie sądziłem, że są istoty, które będą walczyć, gdy już nie muszą. Zuzia słuchała z uwagą, położyła dłoń na jego ramieniu i uśmiechnęła się ciepło. – Nie wiem, czy wojnę można zrozumieć. Kiedyś w Tamtym Świecie oglądałam program na temat uchodźców. Ogromne grupy uciekały ze swego państwa, ponieważ panowała tam wojna. Zabijano ich najbliższych, niszczono domostwa, całe miasta – prawdziwy koszmar. Jedynym ratunkiem dla tych ludzi stała się ucieczka. Uciekających było tak wielu, że stworzono dla nich specjalne obozy. Trochę podobne do tych tutaj.

       

      Agnieszka nie pierwszy raz odnosi się w swojej książce do naszego, realnego świata. Właśnie to przemawia do mnie najbardziej – powieść paraboliczna, która niesie konkretne przesłanie. Wojna, śmierć, przyjaźń, dobro i zło – odwieczne dzieje wszystkich żyjących istot, które musza się mierzyć z tym, co same ściągają sobie na głowę.

      Sięgajcie po ostatni tom „Wojny w Jangblizji” bez względu na to, ile macie lat i jaki gatunek lubicie. Agnieszka pisze tak lekko, że każdy wsiąknie. Jeżeli zaś macie wokół siebie młodzież – dla nich to będzie podwójna frajda. Autorka zadbała o to, żeby akcja była wartka i treściwa. Czyta się jednym tchem!

      23172870_1565712490130864_8770478212460911068_n

      Domyślam się, że po skończeniu tak wielkiego dzieła (trzy tomy fantastycznych przygód uważam za dzieło!), Agnieszka będzie musiała odetchnąć i zacząć myśleć o czymś zupełnie nowym. Wierzę, że równie dobrym. Czekam!

      Poprzednie tomy: W Tamtym Świecie (2012), W domu (2014).

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      avo_lusion
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 27 listopada 2017 14:03
  • sobota, 21 października 2017
    • Anna Kańtoch, Łaska | Recenzja

      1560

      Mówiono o niej, że jest absolutnie genialna, odkrywcza, niesamowita i jedyna w swoim rodzaju. Pomyślałam, że jeżeli tak piszą o polskiej autorce kryminałów, to warto sięgnąć, chociażby po jej powieść „Łaska”. Anna Kańtoch mnie nie rozczarowała.

      Sprawne operowanie słowem sprawia, że Kańtoch zamienia kryminał w literaturę piękną. Robi to z klasą, bo nie przynudza. Fabuła książki ma swój rytm, konkretną akcję i oczywiście tajemnicę. Słowem - to się czyta jednym tchem.

      Lata 80`. W małym miasteczku giną dzieci, a miejscowa polonistka Maria zaczyna przypominać sobie mroczne zdarzenia z przeszłości, kiedy to znaleziono ją w lesie, skąpaną we krwi. Maria nic nie zapamiętała, ale jak to bywa z traumami – wspomnienia wracają i rujnują jej życie. Brzmi ciekawie, prawda? I uwierzcie – jest jeszcze lepiej!

       katoch

      Kańtoch pisze gęsto, bawi się schematami, wykorzystuje wszystkie przywileje gatunku. Mamy mordercę, mamy policjanta, mamy obraz miasteczka, które zaczyna się bać. Najbardziej interesuje nas Maria. Pogrążona w depresji, na skraju życia i śmierci, kobieta-cień. Dopiero tragiczne zdarzenia zaczynają wybijać ją z odrętwienia. Paradoksalnie, śmierć innych ma szansę przywrócić jej pamięć i rozwiązać zagadkę.

      Świetne tempo. Świetny pomysł. Świetni bohaterowie. Brakuje na naszym rynku książek pisanych tak dobrą ręką, które jednak stanowią rozrywkę i dają dreszczyk emocji. Właśnie dlatego Kańtoch tak szybko zajęła należne sobie miejsce. Cieszę się już niebawem sięgam po pozostałe dzieła autorki.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      avo_lusion
      Czas publikacji:
      sobota, 21 października 2017 11:23
  • niedziela, 15 października 2017
    • Haruki Murakami, Zawód powieściopisarz | Recenzja

      haruki

      Czytam prostą, a równocześnie inspirującą opowieść pisarza, który z wielką szczerością dzieli się z innymi pisarzami (lub też tymi, którzy chcą pisać lub po prostu – mają ochotę zgłębić zasady tworzenia) swoją metodą pracy. Robi to niemalże `łopatologicznie`, przynosząc swego rodzaju ulgę wszystkim mocującym się z klawiaturą.

      Nie da się przecież opędzić od myśli, że pisanie to akt twórczy, a pisarz to artysta, porównywalny z kompozytorem czy malarzem. Czy na pewno? Hm. Murakami uważa, że pisarz to raczej rzemieślnik (King myśli tak samo, prawda?). Tu potrzebne są umiejętności, ale również systematyczność, precyzja, chęć pracy warstwowej, żmudnej, monotonnej. Nie znaczy, że nudnej. Sama jednak wiem, że napisanie kilku zaledwie stron potrafi zmęczyć bardziej niż inna umysłowa praca.

      Zaciekawiły mnie zwłaszcza metody tworzenia. Mechanizmy. Murakami pisze 4 000 znaków codziennie. To dużo i mało. Dużo, gdy dzień jest trudny, mało, kiedy wyobraźnia współpracuje z palcami. W podobny sposób pisałam „Nie proszę o miłość”. Pięć miesięcy bardzo zrównoważonej pracy. Konsekwentnej, miarowej, owocnej. „Na wysokim niebie” pisałam z większymi przerwami, podobnie, jak „Odważoną”. Jednak metoda codziennej pracy bardzo mi odpowiada. Jest tylko jedno „ale”.

       

      oHARUKIMURAKAMIfacebook

       Murakami wiele razy powtarza, że jest pisarzem zawodowym, a więc takim, który utrzymuje się z pisania. Kiedy pisze powieść, zajmuje się tylko tym, nie przyjmując żadnych innych zleceń. Samo napisanie tekstu zajmuje mu kilka miesięcy, a wewnętrzne redagowanie – być może drugie tyle. Nie spieszy się, bo nie ma do czego. Nie pisze pod dyktando, nie ma umów, nikt nie może go do niczego zmusić. Inaczej widzę nasz polski rynek. Oczywiście, nazwiska wielkie mogą sobie pisać, co im się podoba. Mogą też pisać, jak długo chcą. Jednak te mniejsze już nie. Nie wydaje się Polaka, który napisał coś, co jest powieścią obyczajową, a w której głównej roli nie gra miłość, brutalny morderca lub szalona, prześmiewcza intryga. Wszystko, co inne SIĘ NIE SPRZEDA i nie tylko w Polsce wydawcy zwyczajnie się boją. Co ciekawe, właśnie taka INNA literatura kupowana jest z rynku światowego. Czytamy powieści niezwykłe, nie dające się tak łatwo zaklasyfikować, ale nazwiska autorów są obcojęzyczne. Skąd ten paradoks?

      Po prostu, w czytelnikach utarło się przekonanie, że po rodzimych pisarzach nie należy się spodziewać czegoś wystrzelonego w kosmos. No i słusznie, skoro wydawcy nie odważą się tego wydać. Krąg się zamyka. Nie wiedzą wydawnictwa, jak to INNE promować. Jak skusić, skoro nie ma morderstwa, wielkiej miłości, ewentualnie czarów. Obyczajowość kojarzy się z nudą, która nie może przynieść kilku tysięcy sprzedanych egzemplarzy (o setkach tysięcy nie wspominając).

      zawodpowiesciopisarzwiext50014616

       Jednak na wszystko może przyjść czas. Murakami z uśmiechem powtarza bezustannie, że krytyka miażdżyła go niemalże po każdej książce. On nie przejmował się tym nawet 5 minut. Nie miał czym, skoro nad każdą powieścią pracował bardzo, ale to bardzo ciężko. Można więc cierpliwie pisać, aż w końcu przyjdzie moment, w którym nie trzeba się będzie bać, czy coś się sprzeda. Powiem więcej: od samego początku trzeba pisać bez tego lęku. To niby oczywiste, ale sama nie raz myślę, że moje pisanie nie przystaje do niczego, a w efekcie moja kariera nie jest błyskotliwa i szybka. Nie musi taka być.

      Haruki Murakami – dzięki za porcję refleksji. Dały mi do myślenia i wyprostowały kilka ścieżek!

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      avo_lusion
      Czas publikacji:
      niedziela, 15 października 2017 11:13
  • sobota, 09 września 2017
    • Kathryn Croft, Córeczka | Recenzja

      coreczka

      „Córeczka” nieco rozczarowuje, ale może nie powinnam zaczynać od krytyki? Wszystko się zgadza: są emocje, jest napięcie, intryga. Thriller psychologiczny wciąga i można się zatracić.

      Co więc jest „nie tak”? Sztuczność narracji. Im dalej, tym gorzej. Zupełnie, jakby autorka za bardzo przejmowała się zbliżającym finałem i nie wytrzymała napięcia.

      Motyw porwanego niemowlęcia, zaginionej córeczki, która wraca po 20 latach jest ciekawy, choć przyznam, że brakowało tu pewnej mroczności. Tajemnicy okraszonej czymś dusznym, niepokojącym…

      Warto przeczytać, bo „Córeczka” wciąga, pozwala się oderwać i spełnia wszelkie, schematyczne funkcje swojego gatunku. Niestety, daleko jej do Margo Tarryn Fisher. W warstwie językowej i warsztatowej czuję niedosyt.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      avo_lusion
      Czas publikacji:
      sobota, 09 września 2017 08:01

Wyszukiwarka

Zakładki

  • KSIĄŻKI

Kanał informacyjny



Dodatki na bloga