Książki Zbójeckie

O książkach, literaturze i czytaniu

Wpisy

  • czwartek, 25 stycznia 2018
  • niedziela, 14 stycznia 2018
    • Płytka woda, czyli o "Wdowie" Fiony Barton | Recenzja

      aa4d15ac_jpglg

      Wymęczyłam się strasznie. Być może takie zdanie na początku recenzji rzutuje na wszystko, co napiszę dalej, ale nic nie poradzę. Powieść Fiony Barton „Wdowa” nie dała mi, jako czytelnikowi, w zasadzie nic. Nic z niej nie zapamiętam, nic mnie w niej nie wzruszyło, nic nie sprawiło, abym przejęła się losem wdowy, jej męża czy nawet małej, zaginionej dziewczynki.  

      Barton nie ma złego pióra. Warsztatowo jej książka jest poprawna, może nawet niezła. Jednak bohaterowie, choć pozornie dramatyczni i nietuzinkowi, w rzeczywistości zaskakują płaskością, jednostajnością, jednowymiarowością.

      Narracja toczy się wielotorowo, a cała, zdecydowanie przydługa i przegadana fabuła, oscyluje wokół Glena – mężczyzny, który lubuje się w dziecięcej pornografii i zostaje oskarżony o uprowadzenie małej Belli. Dowodów nie ma żadnych, więc bezustannie trafiamy wraz z policją w ślepe zaułki. Jego żona, tytułowa wdowa, opowiada nam tę smętną, chaotyczną i równocześnie nudnawą historię z ogromną precyzją.

      maxresdefault1

      Sęk w tym, że ani ona, ani Glen nie poruszają – ani myślami, ani nawet czynami. Choć ich problemy, trudna sytuacja, narastająca psychoza są tak jaskrawe, to nie zmienia poczucia, że mimo wszystko zbyt duży ciężar w powieści został przeniesiony na finał, który okazał się cholernie płytki i rozczarowujący. Trudno, bywa i tak.

      O bohaterach „Wdowy” można powiedzieć wszystko i nic, ale nie mogłam oprzeć się poczuciu, że autorka zostawiła zbyt wielkie pole do interpretacji. Bezustannie miałam wrażenie, że to role napisane dla wielkiej, amerykańskiej produkcji, w której widnieje dopisek (wczujcie się w rolę, sprawcie, aby te postacie naprawdę ożyły i dały kopa). I zapewne na ekranie, za sprawą dobrych aktorów, ta opowieść mogłaby chwycić za serce. Na papierze pozostaje jednak mdła.

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      avo_lusion
      Czas publikacji:
      niedziela, 14 stycznia 2018 12:14
  • sobota, 06 stycznia 2018
    • O trudnej literaturze, która mnie zawstydza

      pexelsphoto287336

      Żałuję szczerze, że najlepsza literatura, ta z najwyższej półki, nie jest moją umiłowaną. Przyznam, że ilekroć czytam recenzje krytyków, mam ochotę sięgnąć i przekonać się, w czym tkwi istota geniuszu. Co sprawia, że książka staje się w oczach znawców wybitna i godna wracania? Czy dostrzegę to, czy jestem na tyle bystra?  

      Chcę czytać rzeczy różne, ale wybieram zazwyczaj coś, co nazwano czytadłami. Definicja czytadła nie jest oczywista: to literatura popularna, bestsellery, coś, co można uznać za dedykowane dla mas.

      Czy to oznacza, że ja jestem masą? Czytelnikiem, który nie szuka niczego więcej, który nie potrafi z lubością zanurzyć się w trudnej narracji, w języku dla języka? Brzmi to strasznie. Jestem filologiem polskim. Poznałam arcydzieła od podszewki, każdą epokę roztrząsałam na wszystkie fronty, a ostatecznie w mojej biblioteczce lądują thrillery psychologiczne, kryminały i obyczajówki. Czy ze mną jest coś nie tak?

      Pragnę dobrej literatury, ale nie potrafię do końca zaakceptować prozy, która nie niesie ze sobą opowieści. Potrzebuję tych dobrych historii, genialnie opisanych, świetnie skomponowanych. Chcąc przekonać się, jak smakuje to, co najlepsze, zakupiłam ostatnio „10 grudnia” George`a Saundersa. Matko! Nie dałam rady przebrnąć w zasadzie nawet przez pierwszą stronę. Wstyd mi kiedy słyszę, że to jedna z najgenialniejszych książek, jakie ostatnio wydano, ale mój umysł nie potrafi ogarnąć słów, pozlepianych ze sobą w sprytne zbitki, które ciągle wyprowadzają mnie w pole.

      10grudniaopowiadaniabiext46043184

      Powieść literacka to trudny kawałek dla czytelnika. Noszę jednak wiarę w to, że choć twórca chce się bawić językiem, może to pogodzić z czymś, co zaciekawi - fabułą. Gombrowiczowi się udało. „Translatlantyk” to przyjemność. Książki Masłowskiej również.

      Współczesna, trudna proza, dusi mnie i zniechęca, choć przecież nie sięgałam po wszystko. Tęsknię do moich mistrzów, do tytułów, które potrafiły wbić mnie w fotel swoim przekazem i pięknem. Nigdy nie zapomnę „Lotu nad kukułczym gniazdem”, „Rzeźni numer pięć”, „Mechanicznej pomarańczy”, „Buszującego w zbożu”, „Innego świata” "Dżumy", a nade wszystko – „Lolity”. Wśród polskich autorów na pewno w moim sercu pozostanie Kuczok, Masłowska i Terakowska. Czy to już klasycy?

      e2447236f693e70ee81c45e9b20214fflolitabookminimalistbook

      Cały czas szukam złotego środka i równocześnie zastanawiam się, co mnie blokuje na czytanie tego, co najwybitniejsze? Kiedy przeglądam blogi literackie z najwyższej półki, mam ochotę czytać wszystkie te cudowne tytuły. Zadać sobie trud, pomęczyć się i doznać olśnienia.

      Na studiach mówiono mi, że już zawsze będę czytać krytycznie, doszukując się intertekstualności, szlaków, motywów. To nie prawda. Szukam doskonałych opowieści, znakomicie napisanych. Takich, które zostawią we mnie ślad, zakotwiczą się w pamięci już na zawsze. Rzadko znajduję takie perły, ale udaje się – właśnie wśród czegoś, co krytyka wyższych lotów uznaje za niegodne. Taką książką w 2017 roku okazała się „Margo” Fisher.

      Nie zmienia to faktu, że mi wstyd. Czuję się upośledzona, skoro nie podoba mi się to, co wychwalane przez najmądrzejszych. Z drugiej strony zastanawiam się, czy ja chciałabym pisać prozę trudną, która wyklucza wielu czytelników, podobnych do mnie. Pytanie: czy mogłabym coś takiego napisać? Gdybym zaprzeczyła sobie, wiem, że tak. I wiem też, że nie chcę tak pisać, bo jestem sobą i tylko tym mogę się wybronić.

      Podsumuję to wypowiedzią Pauliny Małochleb (Książki na ostro), która tak napisała o książkach, które wyszły na polskim rynku w 2017:

      A oprócz tego ukazało się wiele książek dobrych, po które sięgniemy, jeśli uda nam się wyciągnąć głowę spomiędzy kolejnych zapowiedzi i nowości. I bardzo wiele słabych, przeciętnych, źle napisanych, robiących z czytelnika idiotę, wyciśniętych pod przymusem umowy wydawniczej.

       Uderzają mnie ostatnie słowa. Wiem, jak wiele w nich prawdy. Wiem, jak wielu pisze, by znaleźć wydawcę, jak bardzo rynek stara się dopasować do czytelnika. Z drugiej strony, czy wszystkie czytadła robią ze mnę idiotkę? Nie. To ja sama mogę z siebie zrobić idiotkę sięgając po to, co jest marne. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      avo_lusion
      Czas publikacji:
      sobota, 06 stycznia 2018 22:24
  • piątek, 29 grudnia 2017
    • Alice Feeney, Czasami kłamię | Recenzja

      „Czasami kłamię” to ciekawie napisana mieszanka dramatu, thrillera psychologicznego i obyczajówki. Alice Feneey wymyśliła fabułę, której można pozazdrościć: zagadka, ciekawa sama w sobie, ma swój kulminacyjny moment… kilkakrotnie! Tak, tajemnicę rozwiązujemy kilka razy, dowiadując się czegoś zupełnie nowego.

      15101457248446519jpggallery.bigiext51939399

      Amber - główna bohaterka i zarazem narratorka, jest w śpiączce. Musimy razem z nią, krok po kroku, dojść do tego, co się stało i co jej grozi. Jej teraźniejsza opowieść to nie wszystko. Dosyć szybko pojawia się druga narracja – dziecka, piszącego pamiętnik. Trzecim głosem są wydarzenia z przeszłości – retardacje, których osobiście nie lubię, bo choć pomagają znakomicie pokazać zaplecze i wyjaśnić, dlaczego bohater jest tym, kim jest, to jednak to zawsze spowolniają fabułę. A ja wolę, jak dzieje się TU I TERAZ! 

      Trzy głosy w książce przeplatają się całkiem sprawnie, bo językowo książka jest „czysta”. Skupiamy się raczej na akcji, niż słowach, choć na pewno autorce udaje się oddawać emocje bohaterki. Jej życie nie jest usłane różami, ale do samego końca ciężko zgadnąć, dlaczego jest aż tak nieszczęśliwa. Skąd w niej tyle goryczy, żalu i co właściwie doprowadziło ją do szpitala w stanie śpiączki?

      Cóż, finał to dosyć wybuchowa mieszanka wielu wątków. Na pewno zaskakuje, ale… Mimo wszystko czuję przesyt ilością niespodzianek. Kończąc ostatni akapit, zastanawiałam się, czy aby na pewno wiem, kto ostatecznie jest winien całej sytuacji. Mogłabym pomyśleć, że mój mętlik to celowy zabieg autorki, ale chyba nie o to chodziło.

      Ciekawie przedstawia się motyw snu, wpleciony pomiędzy kolejne sceny. Plastyczne sceny, bardzo filmowe (tak, znamy takie zabiegi z kinematografii), chyba najlepiej oddają niepokój i bałagan w głowie Amber. Tworzą klimat w powieści, podnoszą całość oczko wyżej. 

      Wciągająca książka, bardzo dobra w swoim gatunku. Rozrywka na dosyć wysokim poziomie, choć do wybitności sporo zabrakło. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      avo_lusion
      Czas publikacji:
      piątek, 29 grudnia 2017 09:29
  • czwartek, 28 grudnia 2017
    • Tarryn Fisher, Ciemna strona | Recenzja

      Po kilku rozczarowaniach Tarryn Fisher (która jest równocześnie autorką najlepszej, przeczytanej przeze mnie książki w 2017 roku), „Ciemna strona” okazuje się być udanym, choć bardzo klasycznym thrillerem psychologicznym.

      Poczytna pisarka zostaje uwięziona w domku, pośrodku śnieżnej puszczy. Nie jest sama, razem z nią w domku znalazł się jej osobisty lekarz, z którym nie miała wcześniej kontaktu już od dłuższego czasu. Kto porwał dwójkę ludzi i po co zamknął ich w takim miejscu, zapewniając jedzenie na kilka miesięcy?

      ciemnastrona

      Główna bohaterka, jak to w thrillerach bywa, jest poobijaną przez życie outsiderką, z całą serią lęków i natręctw. Nie jest  łatwo ją polubić, jeszcze ciężej pokochać. Komuś się to jednak udało, choć życie rozpisało wszystko w swoim gorzkim scenariuszu inaczej, niż byśmy tego chcieli. To postać do szybkiego zapomnienia, choć pozornie – jest w niej sporo dramatyzmu i głębi. Myślę, że jestem zdecydowanie zbyt surowa, ale autorka sama postawiła poprzeczkę bardzo wysoko!

      Fisher nie wychodzi poza ramy gatunku. Historia wciąga i ma swoje drugie dno, ciekawią nas motywy oprawcy, coraz lepiej poznajemy skomplikowane meandry umysłu bohaterki. Mimo to, brakuje tu symboli. Właśnie to udało się w „Margo”. Wprowadzenie świata, w którym wszystko jest literacką iluzją, w którym ciężko odróżnić, co jest prawdą, a co wymysłem chorego umysłu. W „Ciemnej stronie” wszystko jest jednowymiarowe, choć oczywiście historia zaskakuje, ma swoje przesłanie, sens. Brakuje tu jednak tej cudownej teatralności, którą Fisher potrafi wyczarować.

      18246727

      Na razie nic nie może się mierzyć z „Margo”. Autorka ma dobre pióro, niebanalne pomysły, ale skoro raz popełniła arcydzieło – czekam na kolejne.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      avo_lusion
      Czas publikacji:
      czwartek, 28 grudnia 2017 13:50

Wyszukiwarka

Zakładki

  • KSIĄŻKI

Kanał informacyjny



Dodatki na bloga