Wszakże lubisz książki świeckie?... Ach, te to, książki zbójeckie! A. Mickiewicz, Dziady cz. IV
Blog > Komentarze do wpisu

Stary Doktór: pamiętamy - lekarz

Nie trzeba bać się pana doktora. Ten jeden jest wyjątkowy, zupełnie inny. Ma coś w oczach, iskierki takie, które tańczą i uśmiech na ustach, który uśmierza ból. Pan doktor jest gotowy nieść pomoc, jest blisko, nie trzeba się bać. A gdy zajdzie potrzeba, przyjdzie, posłucha co w środku stuka, pogłaszcze po główce, odegna strach. Przy nim można nawet umrzeć, z godnością i w poczuciu bezpieczeństwa. W domu, czy w szpitalu – wszędzie dojdzie, przybiegnie, zew powołania nie pozwoli mu zmrużyć oczu.

Janusz Korczak był lekarzem. Proste stwierdzenie, ale wiele o nim mówi. Wybrał medycynę, bo wiedział, że będąc pediatrą jeszcze lepiej zrozumie dzieci. I tak się stało. W 1898 roku Henryk Goldszmit stał się studentem. Marzeniem młodego lekarza było pomagać dzieciom, ale medycyna w rzeczywistości była jedynie etapem w jego życiu, który miał mu dać wiedzę i wykształcenie. Te umiejętności były na wagę złota w momencie, kiedy Korczak stał się wychowawcą w dwóch domach dziecka.

Jednak zanim słynny pedagog przeobraził się w opiekuna, praktykował. Pediatria od zawsze była profesją pożądaną i dochodową. Korczak ukończył medycynę w 1905 roku, otrzymując pracę w szpitalu dziecięcym imienia Bersonów i Baumanów. Nasz zacny pan doktor angażował się w swoją pracę, dając z siebie więcej, niż ktokolwiek by oczekiwał. Jak pisze Olczak Ronikier:

Doktor Goldszmit troszczył się nie tylko o małych pacjentów, ale także o zapas leków w szpitalnej aptece, kontrolował kuchnię, dbał o dezynfekcję, czystość i porządek, udzielał konsultacji w ambulatorium. (…) polecał dzieciom książki, czytał głośno, opowiadał bajki[1].


Młody lekarz, pełen zapału i ideałów, chciał nie tylko zdrowia dziecka: chciał jego dobra. Temperament, poczucie misji i wiedza sprawiały, że był gotów walczyć o swoje racje, także z rodzicami, którzy wydawali mu się często niekompetentni. W jednej ze swoich radiowych gadaninek, Stary Doktor wspomina młodzieńczą praktykę lekarską:

Bo z tego samego lekarskiego białego krzesała przychodni, znów ja w tym białym, lekarskim fartuchu, przy tym samym stoliku, niezadługo potem – żachnąłem się na inną matkę, że dziecko nie kąpane. I też szorstko strofując:

 - Brudne. Jak pani nie wstyd?

Może nawet dodałem:

 - Czy brak wody w kranie? (Bo tak zwykło się mówić.)[2]

Cóż więc robi Korczak? Pełen gniewu i pewności siebie osobiście idzie sprawdzić, co matka wyprawia z dzieckiem. Idzie, by udowodnić jej, że ma rację. Jakaż to była lekcja pokory dla lekarza:

Pamiętam izbę. Nie tylko tu dzieci słabe, ale i matka chora. (…).

Trudno być „mądrym” biednemu (…). Przyznaję, że niezdarnie niezdarny i śmieszny śmiesznie kłamię (pocieszam):

 - Gorączka. Potrzebny spokój. Kaszle. Później, jeszcze zdąży.

 - Nie, panie doktorze, nie zdążę. (Uśmiech.) Chcę, żeby dzieci na moim pogrzebie i tych pierwszych kilka dni później po mnie miały całe, bez dziur pończochy[3].

Jako lekarz Korczak widział biedę, która go zaszokowała, szczególnie w okresie zimowym. Jednak pedagog był słynnym lekarzem także pośród elity. Często wzywany na pomoc, traktował zamożnych pacjentów z góry, niemalże arogancko jak wspomina w swoim Pamiętniku:

Za dzienne konsultacje u bogatych na bogatych ulicach kazałem sobie płacić po trzy i pięć rubli. Bezczelność – tyle, ile Anders, więcej od Kramsztyka, Bączkiewicza – profesorskie honoraria[4].

Postawa ta wynikała z faktu, że Korczak znał ludzi w potrzebie, a kaprysy bogatych rodziców często go drażniły. Doktor pracując w szpitalu widział nie jedno, także śmierć dzieci, co wpłynęło na jego odbiór młodych ludzi:

Szpital pokazał mi, jak godnie, dojrzale i rozumnie umie umierać dziecko[5].

Te doświadczenia mu wystarczyły. Siedem lat pracy w szpitalu przy ulicy Śliskiej w Warszawie oraz staże w Berlinie i Paryżu wykształciły go na znakomitego pediatrę, który z medycyną się pożegnał, stając się pełnoetatowym wychowawcą. Kontynuował swoją misję, korzystając ze swej rozległej wiedzy, która tak bardzo przydała mu się podczas wojny…

Pediatra z powołania? Raczej opiekun z wielką misją, który chciał wiedzieć wszystko, co tylko może pomóc dzieciom, co może ratować ich życie, ocalić od śmierci...

 



[1] Olczak-Ronikier J., Janusz Korczak…, s. 373

[2] Korczak J., Pomoc zimowa, [w:] Senat szaleńców…, s. 171.

[3] Tamże, s. 172.

[4] Korczak J., Pamiętnik…s. 48.

[5] Korczak J., Pamiętnik…s. 6.

Zdjęcia zostały zaczerpnięte ze strony Korczakianum oraz oficjalnej strony roku Korczakowskiego. 



wtorek, 28 lutego 2012, avo_lusion
© Danuta Awolusi Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2012/02/28 09:25:26
Na pewno był i lekarzem z powołania, ale przede wszystkim pasjonatem, który swoje życie podporządkował jednemu. Nie ma dziś już chyba takich ludzi. A może się mylę? Czasy mamy inne, to i bohaterowie muszą się zmieniać...
-
2012/02/28 09:49:15
A ja znam jednego takiego lekarza, który ma wiele cech wspólnych z Korczakiem. Niestety, nie pochodzi on z mojego pokolenia, co mnie bardzo smuci. To pokolenie moich rodziców. Myślę, że fakt, iż Korczak brał pieniądze od bogatych nie jest niczym złym. W końcu tych ludzi było stać za zapłacenie za wizytę. Bardzo wartościowy i mądry tekst stworzyłaś :-) Wiesz, ja do tej pory bardzo mało wiedziałam o Korczaku. Dziękuję :-)
-
2012/02/28 09:50:22
Ja myślę i mam nadzieję, że tacy bohaterowie są, ale nie odkryci. A Korczak jest dla nich fantastycznym wzorcem!:)
-
2012/02/28 09:52:19
Kraino - hm, myślę, że tacy lekarze się jeszcze pojawią, choć system daje im w kość. A co do brania pieniędzy - ależ oczywiście, że to nie było nic złego! Wręcz przeciwnie - przecież wykonywał swoją pracę, a tego się za darmo nie robi. Tylko on przy okazji nie szczędził im złośliwości ;))
-
2012/02/28 10:24:22
Aj tam drobne złośliwości - musiał być twardy, żeby go szanowali :) zacny człowiek. Dokształcam się cały czas tu u Ciebie :)
-
2012/02/28 10:28:41
Właśnie:)) I ten szacunek zdobył!!
-
2012/02/28 10:59:12
A jak ja czasami jestem nieco złośliwa, żeby zwrócić uwagę na pewne sprawy i zachowanie innych, które nie zawsze jest w porządku, to się na mnie psioczy, żem niedobra i wtedy brzydko się mnie nazywa. A ja to wszystko w słusznej sprawie przecież robię :-))) Oj, ten dzisiejszy świat :-)
-
2012/02/28 11:07:54
Hehe, słuszne spostrzeżenie. Ale jednak złośliwość Korczaka nie przysparzała mu przyjaciół. Korczak wśród dorosłych cieszył się szacunkiem, ale i dystansem. Złośliwość trzeba więc dozować, jak alkohol:p
-
2012/02/28 11:21:16
A ja myślę, że w tej złośliwości Korczaka była prawda, którą mówił ludziom prosto w oczy i niczego nie owijał w przysłowiową bawełnę i dlatego nie miał zbyt dużego grona przyjaciół. Niestety, ale ludzie nie lubią słuchać prawdy o sobie. Wolą jak się ich okłamuje, nawet jeśli jest to fałszywe. Taka ludzka natura niestety. A ja swoją złośliwość uruchamiam tylko w szczególnych przypadkach, kiedy już wszelkie inne formy perswazji zawodzą :-)))
-
2012/02/28 11:51:15
Bardzo mądry i poruszający tekst. Niestety jeżeli chodzi o biedę to niewiele się zmieniło, mimo, że czasy inne, ale jakby podobne. Osobiście uważam, że nie ma już takich lekarzy, a jeżeli są to wyjątki od reguły, pasjonaci. Na wykłady o etyce lekarskiej chodzi garstka, bo to mało ważny przedmiot, dlatego jest jak jest. Dochodzi do tego jeszcze masę innych czynników.
-
2012/02/28 12:06:03
Kraina - też tak myślę. Szczerość... nie zawsze popłaca, taka prawda:)

Zbyszku - no tak, dzisiaj lekarz pracuje w 5 miejscach, nie ma czasu na emocje czy większe zaangażowanie itd. itp. Zewsząd szarpią go firmy farmaceutyczne, obowiązki, papierologia... Ciężka sprawa.
-
2012/02/28 12:39:33
Szczery facet z powołaniem do opieki nad dziećmi, pracowity i umiejący walczyć o swoje marzenia... Jeszcze nie spotkałam takiego lekarza, ale do takiego jak Korczak chodziłabym z chęcią.;) W dzisiejszych czasach trudno i lekarza z prawdziwego zdarzenia, który naprawdę walczy o dobro swoich pacjentów... Choć wierzę, że jeszcze tacy istnieją.;)

Pozdrowienia.;]
-
2012/02/28 12:47:22
Ja tez bym chętnie poszła do Korczaka, ale jako dziecko:) Wtedy nawet zastrzyk nie byłby straszny :):)
-
2012/02/28 13:24:46
Dobrze, że Korczak był złośliwy, a nawet bezwzględny. Gdyby nie te wady byłby bohaterem nie do zniesienia, świętym któremu się nie wierzy. A tak, pozostaje jednak człowiekiem, który jak inni popełniał też błędy. To dobrze.

Myślę, że takich bohaterów codzienności jest dużo więcej, i to nie tylko lekarzy. Tylko, że cisi są, to ich nie zauważamy.

Pozdrawiam serdecznie, Bebe
-
2012/02/28 14:05:29
Bebe, ujęłaś sedno sprawy. Korczak nie chciał być święty, chociaż jego czyny takie właśnie są. A cichym bohaterom oddajemy hołd. Całuję:*
-
2012/02/28 14:16:28
Oj znalazłam bym z Panem Doktorem wspólny język, oj tak...:) Mówią, że złośliwość to cecha ludzi inteligentnych - w tym przypadku sprawdziło się w 100%. :)
-
2012/02/28 14:37:04
jakby chciał, to mógłby leczyć tylko dzieci bogaczy i zarabiać duże pieniądze! ale wolał pomagać dzieciom :)
-
2012/02/28 14:38:47
Zgadzam się z tym, że Korczak, to był prawdziwy lekarz z powołania, szkoda, że dziś takich osób już nie ma :-(
-
2012/02/28 14:45:56
Książkówka - to prawda, aby być złośliwym, trzeba mieć trochę oleju w głowie, ale przesadzać nie wolno;)

Polonisty - zdecydowanie, Korczak mógł żyć w wielkim dostatku i o nic się nie martwić aż do nadejścia wojny, ale jemu wygodne życie zupełnie nie odpowiadało.

Cyrysia - nie trać nadziei, gdzieś jeszcze tacy lekarze są;)
-
2012/02/28 15:46:25
Kolejny ciekawy artykuł - gratuluję:) Skłania do myślenia nad powołaniem i wykonywaniem obowiązków.
-
2012/02/28 17:00:55
Dzięki:) Twoja pochwała wiele dla mnie znaczy:)